94. Szkło


A.D. 2013.06.27 o 23:10:48
Odczekałam aż pył opadnie, wyzbieram odłamki i oczyszczę przestrzeń wokół siebie. Nie wpłynęło to na zmianę wniosków podjętych w kilka godzin po fakcie. Byłam cierpliwa, wyrozumiała, starałam się. Znosiłam wybryki, szczeniackie zagrywki, chamskie traktowanie, bagatelizowanie i wyjebanie na mnie, moje plany i wszystko pomiędzy. Znosiłam długo. Znosić nie zamierzam ani chwili dłużej, w momencie gdy tylko uda mi się znaleźć lepszą pracę. Wiem, że to może potrwać, pewnie będzie równie trudne, jak znalezienie lokum, gdzie będę mogła wprowadzić się razem z kotem wymagającym specjalnej troski.
Ze wszystkiego tego zdaje sobie sprawę. Będzie trudno. Będzie kurewsko trudno, ale co z tego? Teraz wcale przecież nie jest lepiej. Wolność zaś, ma swoją cenę. Kilka razy już ją poniosłam. Było ciężko, był szpital, był komornik, były 24godzinne zmiany w pracy. Był cały ten bagaż, którego pewnie być nie powinno, ale był. Teraz zamierzam wpakować się w to wszystko jeszcze raz.

Stałam już na przystanku. Spakowana, gotowa do wyjazdu. Usłyszałam przez telefon, że to niestosowne, że wyjeżdżam, co ja sobie wyobrażam, skoro matka jest chora. Że nie zajmą się kotem jednak, bo nie przyjadą, plany im się właśnie zmieniły. Wróciłam, zostawiłam bagaż i pognałam na uczelnię. Jakże niewybredne zagranie.. Spróbować wzbudzić poczucie winy. Nowotwór matki staje się teraz odpowiedzią na wszystko, niepodważalnym i uniwersalnym argumentem. Gdy przełknęłam złość, rozżalenie, zawód i zniechęcenie, spojrzałam na telefon, na spoglądającego z tapety pulpitu kota, wykręcając numer ojca. Zakomunikowałam, że nie życzę sobie takiego chamskiego traktowania i szczeniackich, będących poniżej krytyki prób wzbudzenia we mnie poczucia winy z powodu tego, że ten jeden weekend chcę mieć dla siebie, a nie zajmować się matką, domem, sprzątaniem i usługiwaniem. Nie pojechałam nigdzie, wróciłam późno z pracy. Oni zaś bez słowa zapowiedzi pojawili się jeszcze później niż ja, z ostentacyjnym fochem, wyrzutami i pretensjami dlaczego nie mam pieczywa na kolację. Pozostawię bez komentarza. Zimna wojna ze strony ojca trwa nadal. Śmiertelnie obrażony, oburzony moim rzekomym brakiem szacunku. Istotnie, wzięłam i wyzwałam go od skurwieli, czy diabeł wie co? Zapewne tak sobie zinterpretował.

Wiem tylko tyle, po tym wszystkim, że dość mam takiego podejścia, takiego traktowania i takich emocjonalnych przepychanek, pokazywania kto tu rządzi. Jak tylko dostanę pracę, która pozwoli mi coś wynająć, gdzie pozwolą na kota, wychędażam stąd. Brat miał rację, powtarzając i przestrzegając. "Po co ty tam wracasz.." "Co ci mam powiedzieć? Że wiedziałem, że tak będzie? Że się dałaś urobić matce?" "Dlatego nigdy tam nie wrócę."
Tyle razy mówiliśmy, były awantury, jazdy, dyskusje. Nic nie trafia. Nie daje im do myślenia fakt, że żadne z ich dzieci nie chce mieć z nimi nic wspólnego na dłużej niż weekend, a to i tak nie za często. Że zarówno jedno, jak i drugie uciekło na studia bardzo daleko.
Cóż, dałam się urobić. Dałam się urobić z wielu względów.. To był zły okres wtenczas. Czułam, że nie mam innego wyjścia. Nie miałabym się gdzie podziać, po zakończeniu relacji z PM'em. Wróciłam tu. Z dobrymi chęciami. Tyle z tego, co nic.
Teraz też nie stać mnie, z moją żenującą pensją, która jest bardzo niepewna, by się gdziekolwiek wynieść. Kara za bycie nieudacznikiem.

*

Plany na wyjazd były od dawna, miała to być jedyna szansa na jakieś wakacje w tym roku, biorąc pod uwagę fakt choroby matki, brak kasy i czasu. Niestety nic z tego nie wyszło, kocio zostać samo nie może, brat robi problemy, że nie chce mu się tu przyjeżdżać i z nimi użerać. Szkoda tylko, że pierw się zgodził.
Ale ja.. Ja zwyczajnie już przywykłam, że moje plany są dla wszystkim warte tyle co splunięcie. Patrzę na spakowany plecak, upychając gniew bardzo głęboko. Tak głęboko, żeby nie było go widać nawet w gestach.

Tępe, uciskające uczucie, gdy sobie pomyślę, ze to nie moje plany, ale mnie i moje uczucia mają w rzyci głęboko. Och, przecież powinnam się do tego przyzwyczaić, czas najwyższy, czyż nie?

Myślę, że ostatnie omdlenia, to niezbyt dobry sygnał, a dodając problemy z żołądkiem i dziwne kołatanie serca, chyba powinnam przystopować, przestać pracować od 12 do 18h na dobę. Problem w tym, że na chwilę obecną jest to zwyczajnie niewykonalne.
Życie, nie wszyscy urodzili się z zdolni. Niektórzy tylko głupio pracowici.


Powiedz coś...(3)


93. Przebłyski


A.D. 2013.06.14 o 15:27:52
Lepkie łapki smutku mam we włosach. Kołtuny myśli teraźniejszych, przeszłych i przyszłych niewyczesane, pozostawione same sobie. Chciałabym przestać myśleć. Na krótką chwilę pozostać całkowicie bez-myślna. Przekleństwo nieustającej kaskady myśli niepozbieranych, chichoczących ironicznie. Jestem tak rozedrgana, że wchodzę w rezonans co słowo silniejszy.
Zmieszana z dźwiękami, którymi zagłuszyć próbuję szaleństwo wewnętrzne, sączę się powoli. Nieustająco. Niepowstrzymanie. W końcu wyleję się całkiem, osuszę jaźń. W końcu na pewno, gdzieś, kiedyś. Za jakiś czas. Liczę na to po cichu. Zdarza się, że na głos też, ale tylko wtedy gdy znikam wśród dźwięków.

*

Nie wiem, czy czekać powinnam, czy cieszyć się, czy obawiać, czy udawać, że nie wiem. Ignorancja dla faktu takiego, jak ten, przyszłaby mi z trudem, zważywszy na ilość emocji kotłujących się pod skórą, pod powiekami, czy pod palcami nerwowo muskającymi policzek i szyję. Chciałabym umieć powiedzieć, że mnie to nie dotyczy, że już w czasie przeszłym myślę o pewnych sprawach, że są one częścią minionych dni. Nie potrafię. Tak, jak nie zdołałam powstrzymać myśli. Dlatego niezdecydowana, rozdarta pomiędzy chcę-powinnam-wiem-nie wiem-muszę-nie powinnam.
Chciałabym zetrzeć przebłyski światła z powierzchni lustra, tak by rozproszyć je wszędzie dokoła. Może łatwiej byłoby mi dostrzec drogę pośród tego wszystkiego.

G. Haines oderwał mnie na kilka minut od pracy na tyle skutecznie, że drugie tyle zajęło mi ponowne skupienie się na tym, co powinnam.


Powiedz coś...(0)


<<<< ||

ARCHIVES


2015
september
august
july
june
may
april
march
february
january
2014
2013
2012
2011
2010

LINKS


OwnLog
Owca
K.
Kal-amburka
Kot
Qwerty
Doctus
Raisa
Wiesz?